NA DYWANIKU: OLIIIŚ

Z racji ostatniej akcji Żongler uczy miłości i z zebranych pieniędzy z dobrowolnej opłaty, mamy dla was WIDEO wywiad (!!!). Niestety, koszty były tak wielkie, że pojawi się tylko w tym numerze… Ale wszystko dla was *cmok cmok*.

legenda:

DŻ – dziennikarz Żonglera

O – Oliiiś

: Cześć, Oliiiś, a raczej „dzień dobry, Pani profesor”. Po pierwsze chciałam pogratulować ci awansu. Swoją drogą myślę, że zasłużyłaś, zważając na fakt, ile razy ganiłaś takiego łobuza jak ja. Jak się czujesz na nowym stanowisku?

O: Cześć, purpurowa koleżanko. Przyznam, że decyzja o moim awansie mnie ogromnie zaskoczyła. Było to bardzo miłe, ale zupełnie nie spodziewałam się tego. Nieskromnie powiem, że jako osoba z rangą prefekta starałam się być na bieżąco, a teraz jako profesor czuję jeszcze większą odpowiedzialność i zobowiązania względem reszty rangowych i tego co się dzieje.

DŻ: Czy twoje obecne obowiązki odbiegają bardzo od zadań prefekta?

O: Obowiązki bardzo się nie różnią, choć to pewnie dlatego, że już wcześniej starałam się być aktywną osobą. Każdy ma inne zainteresowania i w różnych zadaniach lepiej się spełnia. Ze zmianą stanowiska czynności się nie zmieniły, ale nabrały większego znaczenia. Na szczęście atmosfera jest przyjazna i stres nie jest wielki dzięki wsparciu ze strony innych. Tu w szczególności chcę pozdrowić wspaniałą wicedyrektor Rafiś i profesor Kerrę. Loffki i kissski!  zawołała na koniec układając z dłoni serduszko.

DŻ: Ranga profesora wymaga doszkolenia się?

O: Tak, niestety. Profesorowie mają więcej funkcji ułatwiających rozwiązywanie sporów, ale i też takich, które te spory mogą wywołać. Żebyś Ty widziała tę listę  powiedziała wywracając wymownie oczyma.   Jak się cieszę, że mam kogo dopytać w spornych kwestiach o zdanie. Co oczywiście nie przeszkadza temu by coś zrobić po swojemu. Nie wytrzymałabym pewnie, gdyby wszyscy sztywno się zachowywali udając „profesjonalną grupę”. Trzeba potrafić się profesjonalnie też bawić!

 

DŻ: Właściwie to jak ci się udało wzbić ponad tłum? Wiemy, że tych żółtych jest wielu, natomiast aby dodać trochę niebieskiego i zostać zielonym nie jest tak łatwo.

 

O: Oj, zbyt wiele tych kolorów. Przecież wiadomo, że uwielbiam swoje żółte puchońskie barwy! Powiedzmy więc tak: aby dodać nieco żółtego do żółtego, aby był żółty w zielonej wersji, trzeba się starać. Być aktywnym nie tylko na czacie pomocy czy w Wielkiej Sali, ale także uczestniczyć w dyskusjach z innymi rangowymi. Przy tym oczywiście można się bawić, uczestnicząc w grach na forum. Jakoś trzeba czasem odreagować usuwanie po dziesięć razy tego samego, albo wysyłanie któregoś z kolei upomnienia z tym samym powodem ujętym w innych słowach… Ehhh… — westchnęła opuszczając na chwilę głowę, ale zaraz potem znów spojrzała w oczy dziennikarce odgarniając z uśmiechem włosy. — Jakie masz dla mnie jeszcze pytanie kochanieńka?

DŻ: Odpowiedź nam jak zaczynałaś. Kto albo co skłoniło cię do złożenia podania?

O: Przede wszystkim wystarczy spojrzeć na moje ID i widać, że trochę już w tej grze siedzę. Widząc, że jest ogłaszany kolejny już nabór zdecydowałam, że wyślę podanie by wspomóc swym puchońsko-słonecznym blaskiem inne gwiazdki z Huffu. Nie oszukujmy się. Wyraźnie widać przewagę krukonów i ślizgonów wśród rang, a zielony i niebieski nie są zbyt radosnymi barwami. Widząc przy tym, że osoby których nigdy nie widziałam wcześniej dostają rangi uznałam, że mogę mieć spore szanse i tak oto zostałam przyjęta.

DŻ: Doszły mnie jednak słuchy, ZR przed wizerunkiem grzecznej, strzegącej regulaminu z różdżką w ręku Oliiiś, była twoja mroczniejsza wersja. Według świadków, w twoim życiu było za dużo procentów i to bynajmniej nie tych naliczonych za zwlekanie spłaty długu za masło w sklepie na rogu. Potwierdzasz te ploty, czy uważasz je za mściwą zemstę zazdrośników?

O: Jak to ujęłaś, są to plotki. Nie zaprzeczam, że urosły z ziarnka prawdy, ale wyraźnie widać, że nabrały całkiem jaskrawych barw. Co do zmiany wizerunku, to praktycznie nie ma żadnej. Nadal lubię się bawić i rozweselać innych. Stąd pewnie pomysł o procentach, bo czasem zdarza mi się o tym żartować. Jedyne co, to tyle, że teraz mam więcej możliwości by pomagać i ogarniać niektóre osoby, dlatego wydaje się, że faktycznie strzegę regulaminu, ale tak na prawdę nie lubię, gdy ktoś psuje innym zabawę. Ej no… To tylko gra i trzeba się bawić!

DŻ: W takim razie skoro nie pędzenie Platonka w piwnicy, to co jest twoim hobby?

O: Moje hobby, to raczej spamowanie na forum. W końcu to obowiązkiem nie jest i daje tyyyle radości — odpowiada ze śmiechem, ale po chwili starając się spoważnieć dodaje. — A tak na prawdę to moje hobby to mechaniczny rozwój postaci. Te nieprzespane noce! Te dni pełne podróży do Londynu po fasolki i żaby! — śmiech rozlega się znowu, ale kolejna zmiana odpowiedzi już nie nastaje.

DŻ: Tak między nami, czy przeszłaś z Gryffindoru do Hufflepuffu po tym, jak podobno biegałaś z roboczymi ręka… — ściszając głos do mamrotu czyta dalej. — …wiczkami na głowie po Pokoju Wspólnym, udając renifera i krzycząc „Święta w tym roku będą!!!”… He? Kto to pisał? — mamrocze pod nosem. — Świńskie żarty… — za kulisami w tle słychać zduszony śmiech połączony z chrumkaniem, dziennikarz odchrząkuje. — Ekhm… Oczywiście chodziło o to, czy zmieniłaś dom po rzekomym odrzuceniu przez Paela?

O: Eeeh? Odrzuceniu? Nie zauważyłam tego nawet… Może lepiej spytać o to drugą stronę.  Znudziło mi się w tamtym domu, a że słyszałam o niesamowitych imprezach organizowanych przez redakcję pewnej już niewydawanej gazetki, to wynik był prosty. Nie można się spinać tak jak niektórzy to robią! Trzeba się bawić i korzystać z tego czym obdarzyła natura… yyy… Los. — zająknęła się podciągając dekolt nieco wyżej. — Oczywiście pozdrawiam Paela. W końcu nasze relacje są w całkiem dobrym stanie. aaa… I pozdrawiam jeszcze pewnego ślizgona. Wpadłam na niego idąc kiedyś do kuchni po ognisss… Eh… Ogniste leczo!

DŻ: Ostatnie pytanie: uważasz, że Puchoni mają szansę na wygraną Pucharu Domu?

O: Szansę? Oni mają go ZAWSZE w kieszeni! — odpowiada z ogniem w oczach, który po chwili znika, i dodaje patrząc na boki. — Po prostu ta kieszeń jest nieco dziurawa i często się ten puchar gubi… W końcu kujoni… eeeh… To znaczy Krukoni… nie są w stanie wygrać z siłą miłości! A w Hufflepuffie jest jej najwięcej. Każdy to wie! W przeciwnym razie nie miałabym tak dobrych znajomości nawet w, najzimniejszym ze wszystkich, domu węża. Jak to kiedyś słyszałam:

Nic tak serca nie rozgrzewa i humoru nie poprawia,

Jak puchońska dziewczyna i puchońska strawa!

Jeśli chcesz, to po wywiadzie zademonstruję o co mi chodzi — dodaje puszczając oczko.

DŻ: Dziękuję za udzielenie wywiadu. Miło było cię gościć na naszym czerwonym dywaniku. Pamiętajcie, kto ma na was oko, smyki. Specjalnie dla was przed chwilą, prosto ze studia żongler.plota OLIIIŚ. *brawa w tle*

Reklamy