Różowa Inwazja
– Prorok Czyta Dzieciom

Niewielką drewnianą chatkę nad jednym z fiordów norweskich zamieszkiwał pewien czarodziej. Nie miał wielu znajomych, a Ci co go znali, woleli nie podchodzić do niego za często. Jego nawiązywanie kontaktu z innymi ludźmi było na dość niskim poziomie, jednak odróżniał się od innych czarodziei niesamowitą ręką do zwierząt.

Należący do niego skrawek trawy, który zwał swoim ogrodem, zaludniały elfy przedrzeźniające się o każdej porze dnia i nocy,
ale gdy tylko właściciel pojawiał się obok nich, wszystkie się uspokajały. Tuż obok owej małej polany siedział hipogryf, nazwany przez głównego bohatera Dziadkiem, ze względu na ich wspólną długą ,,znajomość”. Dom Larsa opanowały pufki o miękkim futerku, a między nimi można było natknąć się też na jego jedynego kuguchara zwanego Zębem. Psidwak również miał swoje miejsce pośród wszystkich zwierzaków czarodzieja. Mężczyzna żył w harmonii ze wszystkimi zwierzętami, codziennie darząc je miłością i troską.

Pewnego dnia spacerując w pobliskim lesie, zauważył kolonię chrobotków, a ponieważ sam nigdy ich nie posiadał, zainteresował się nimi i postanowił zerwać jednego do badań. Gdy był już w domu zasadził zwierzę w swoim ogrodzie. Przez kilka następnych dni przyglądał się obiektowi badań. Ku jego zdziwieniu, po upływie tych kilku dni, jego ogród pokrywało wiele różowych, przypominających wyglądem grzyby, stworzeń i tylko gdzieniegdzie można było ujrzeć jeszcze zieloną trawę. Zaistniała sytuacja nie spodobała się elfom, które teraz nie były już tak przyjaźnie nastawione do czarodzieja. Atakowały go, kiedy tylko wychodził z domu oraz wrzeszczały tyle,
na ile tylko pozwalały im ich możliwości.

Po krótkim namyśle, Lars wykopał wszystkie chrobotki, co ani trochę nie było łatwym i przyjemnym zadaniem. Wkrótce po tym zaczął je wynosić tam, gdzie powinny się zawsze znajdować,
czyli do skandynawskiego lasu. Kiedy to mu się udało, szczęśliwy wrócił do domu, bo był pewien, że stworzenia, których się pozbył, same sobie doskonale dadzą radę.

Następnego dnia znalazł jednak jednego chrobotka przy hipogryfie
i dotarło do niego, że musiał nie zorientować się, kiedy ten mu wypadł. Postanowił znów wybrać się do lasu, odnieść stworzenie do jego towarzyszy. Poszedł po łopatę, a kiedy wrócił, zastał Dziadka zasłaniającego swoim ciałem nowego przyjaciela. Czarodziej po kilku próbach przekonania hipogryfa, zrezygnował z usuwania chrobotka.

Dzięki postawie Dziadka, chrobotek ponownie rozrósł się w ogrodzie Larsa. Z czasem same elfy polubiły nowych podopiecznych czarodzieja i coraz częściej można było zauważyć je siedzące pomiędzy szczecinkami owych różowych istot.

Morał nasuwa się sam drodzy Czytelnicy. Nie warto podchodzić negatywnie do świata, bo może Nam to przysporzyć samych nerwów
i problemów. Lepiej podejść do wszystkiego z uśmiechem na twarzy. 

Reklamy